30-05-2025 eKurier | Kurier Plus
Szymon Lubiński – adwokat, kolarz...

Zawsze na 100 procent

Zawsze na 100 procent
Ze startu na start, coraz lepsze wyniki, jakby czas dla Szymona Lubińskiego cofał się, zamiast iść do przodu. Fot. Archiwum Szymona Lubińskiego

O Szymonie Lubińskim głośno się zrobiło, gdy zaczął rozkręcać błyskotliwą karierę prawniczą, a jeszcze głośniej, gdy z tego szczytu spadał - jak się dziś okazuje - niesłusznie oskarżony. Po latach medialnego niebytu wrócił na łamy gazet jako... sportowiec z sukcesami. Rozmawiamy z Szymonem Lubińskim o karierze, sporcie i życiu, które pisze najbardziej nieprawdopodobne scenariusze.

- Zacznijmy z wysokiego „C". Można powiedzieć, że u Pana to tak trochę „z nieba do piekła i z powrotem"?

- (śmiech) Cóż rzeczywiście… można by takiego porównania użyć.

- Sport zawsze był w Pana życiu, czy to jakaś późna młodość te starty teraz, bo przecież na karku już 45 lat?

- Jeżeli chodzi o ten sport, to on zawsze był w moim życiu bardzo taki ważny. Za młodu, takiego bardzo wczesnego dzieciństwa, bardzo chciałem być piłkarzem, nawet trenowałem trochę w Arkonii, trochę w Pogoni, ale fakt, to nie szło mi za dobrze. To jednak trzeba mieć talent do tej piłki i ten tryb, tej techniki człowiek nie jest w stanie się nauczyć.

- To jak do życia wjechał ten rower, z którym dziś Pana kojarzymy?

- Zimą, jak miałem 13 lat, to treningów piłkarskich było bardzo mało, a brat zaczął już chodzić na tor kolarski, ten szczeciński, który niestety teraz jest zamknięty, ale wtedy w dziewięćdziesiątych latach, to był dziewięćdziesiąty trzeci rok, to był najbardziej taki można powiedzieć prężny ośrodek torowy, kolarstwa torowego w Polsce.

- Mosbauer, żelazna ekipa, Sikorski, Turowski, znani w całej Polsce musieli zarazić pasją…

- Jak było mało tych treningów piłkarskich, to zacząłem już chodzić sobie tam właśnie. Na początku na takie treningi stacjonarne, na rolki, na ergometr, no a później na wiosnę zacząłem już jeździć i po jakimś czasie trenerzy zauważyli, że ja dobrze znoszę te jazdy na czas indywidualnie, czyli że samemu się jeździ właśnie w walce z czasem. No i tak się zaczęła ta moja przygoda z kolarstwem.

- I można zaryzykować tezę, że z Panem było typowo… niezły talent, który musiał ustąpić pod inne ważne rzeczy w życiu, jak np. edukacja?

- Dokładnie, bo wie Pan, to jest tak, że z tego kolarstwa się nie wyżyje w Polsce, na takim dobrym poziomie. Trzeba być już tak wybitnym zawodnikiem, jak Rafał Majka czy Michał Kwiatkowski. To są wiadomo, pojedyncze osoby. A ja jednak, byłem bardzo dobry, ale nie byłem aż takim wybijającym się kolarzem. Zresztą, zawsze chciałem być prawnikiem… z tego domu,

...

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 30-05-2025



Image
Prawnik Szymon Lubiński Fot. Archiwum Szymona Lubińskiego
Image
Młody Szymek na rowerze ze swoim ojcem. Puchar Polski Juniorów 1996 r. Fot. Archiwum Szymona Lubińskiego
Image
Szymon Lubiński z Krzyżem Brązowym za działalność charytatywną Fot. Archiwum Szymona Lubińskiego