17-10-2019 eKurier | Kultura
W Teatrze Współczesnym – na ostro!

Komiks, Godzilla i goła d…

Komiks, Godzilla i goła d…
Arkadiusz Buszko w „Zabić prezydenta” Fot. Piotr NYKOWSKI

Mocnym uderzeniem szczeciński Teatr Współczesny zaczął sezon 2019/2020. Dwie wrześniowe premiery – choć na małych scenach teatru – były wydarzeniami na znacznie większą od ich przestrzeni skalę.

W Malarni zobaczyliśmy prapremierę nowej sztuki Maliny Prześlugi „Wszystko jest dobrze, jesteśmy szczęśliwi” w reżyserii Natalii Sołtysik – przesyconą gorzką ironią opowieść o naszej powszedniej sytej współczesności, która nagle zmienia się w koszmar wojny i uchodźstwa, a w Teatrze Małym przy deptaku Bogusława monodram Piotra Rowickiego „Zabić prezydenta” wyreżyserowany przez Piotra Ratajczaka z Arkadiuszem Buszką w roli Eligiusza Niewiadomskiego, zabójcy Gabriela Narutowicza.

Te dwa ostre jak brzytwa spektakle, tnące uśpioną rzeczywistość, można zresztą uznać za zapowiedź dalszej części sezonu, bo ma być naprawdę ciekawy, ba! wybuchowy. Według recepty Hitchcocka: zaczynamy trzęsieniem ziemi, a potem napięcie będzie już tylko rosnąć.

Najbliższa premiera to… również prapremiera (jak i wszystkie następne przedstawienia tego sezonu we Współczesnym!), choć temat, który otworzy owo przedstawienie wpisany jest już w tradycję teatru, literatury i filmu. Jako że „Kaspar Hauser” – tak też po prostu zwać się będzie spektakl na dużej scenie Współczesnego – bywał niejednokrotnie kanwą rozmaitych artystycznych wypowiedzi, począwszy od opery Parsifal Richarda Wagnera aż po współczesność (że wspomnę tylko film Wernera Herzoga). Historia nastolatka, którą 200 lat temu fascynowała się cała Europa, intryguje do dziś. Bezimienny chłopak nazwany Kasparem – porzucony i wegetujący latami w tajemniczych, mrocznych okolicznościach, którego nieumiejętnie próbowano przywrócić społeczeństwu, nie odezwał się nigdy i nikomu nie ujawnił swej tajemnicy – stał się z czasem ikoną zagadki człowieczeństwa w ogóle. Szczególnie – wobec nasilających się ponuro światowych tendencji – współczesności totalitarnej, odczłowieczonej, skazującej jednostki na niebyt.

Na nowo – już bardzo współcześnie, ale i uniwersalnie – spróbuje przeczytać tę historię Grzegorz Niziołek, autor tekstu i dramaturgii spektaklu, który wyreżyseruje Jakub Skrzywanek. Dodatkową atrakcją, zaostrzającą – jak można się domyślić – przekaz będzie udział w przedstawieniu muzyków znanych z duetu SIKSA: Alexa Freiheita i Piotra Buratyńskiego.

Z „Kasparem” spotkamy się jeszcze w tym roku (prapremiera: 7 grudnia).

Niedługo po nim – kolejne spotkanie Współczesnego z tajemnicą i… przeszłością. Kto pamięta słynny i piękny film Petera Weira Piknik pod wiszącą skałą, będzie miał okazję sprawdzić, jak tamta historia – wywiedziona z powieści Joan Lindsey – żyje wciąż w naszych snach i fascynacjach.

Znając teatr kierowany artystycznie przez Annę Augustynowicz, możemy być pewni jednego: opowieść o tajemniczym zniknięciu grupy dziewcząt z elitarnej szkoły w Australii podczas wycieczki, którą odbyły w roku 1900 w dzień Świętego Walentego, nie stanie się na scenie Malarnii kostiumową zabawą w duchy i traumy landrynkowej przeszłości (jak emitowany niedawno telewizyjny serial), a postara się owe traumy i strachy wpisać we współczesność. Czy może raczej w uniwersalny, ponadczasowy nurt refleksji o niebezpiecznych związkach człowieka z Naturą i sile zagadek ukrytych w nas wszystkich.

Powieść zaadaptował na scenę Marcin Miętus – znany dotąd przede wszystkim z pisania o teatrze, a spektakl, którego prapremiera zapowiadana jest na luty przyszłego roku, wyreżyseruje Mira Mańka. Dwoje bardzo młodych, obiecujących twórców z własną, ciekawą wizją teatru.

Nowością powieje też zapewne z kolejnej prapremiery zatytułowanej „Totalnie nie nostalgia. Memuar”. Na dużej scenie teatru zobaczymy bowiem adaptację… komiksu! Znanego w Szczecinie chyba nie tylko miłośnikom tej dziedziny sztuki – mowa bowiem o wspólnym, obsypanym nagrodami dziele Wandy Hagedorn i Jacka Frąsia o tymże tytule, będącym opowieścią o młodości w Szczecinie z czasów PRL.

Będzie więc bez sentymentu, z humorem, ale też bez przekłamań i radosnego ćwierkania o „legendach tamtego Szczecina”; teatr anonsuje też przedstawienie jako „boleśnie aktualne”, co może całości dodać smaku, którego nie dałyby historie o paprykarzu i cukrowej wacie.

Komiks zaadaptowała na scenę i wyreżyseruje spektakl w ramach projektu „Dorosłość” Pola Sobaś-Mikołajczyk – tłumaczka z języka hiszpańskiego i angielskiego, recenzentka teatralna; prapremiera: marzec 2020.

Na dużej scenie przy Wałach Chrobrego zobaczymy też prapremierę następną – niemającą jeszcze tytułu (wyjaśnię z uśmiechem, iż wiąże się to z kwestią praw autorskich, nie zaś z niewydolnością pomysłu jej realizatorów) – a bazującą na mitach współczesnej kultury masowej z Godzillą na czele!

Twórcy przedstawienia – Michał Kmiecik (tekst) i Marcin Liber (reżyseria) – chcą włączyć się w nim w nurt dyskusji o naszej planecie. Jej dramatycznej, zgoła już katastrofalnej sytuacji ekologicznej i klimatycznej, ale też o świecie, w którym dobrobyt zderza się brutalnie z cywilizacyjnym upadkiem.

Marcin Liber (ur. 1970) to – w przeciwieństwie do wymienionych wyżej młodych realizatorów – reżyser z dorobkiem i wciąż wielkim potencjałem, choć w Szczecinie zdrzały mu się przedstawienia znakomite („Utwór o Matce i Ojczyźnie”) bardzo udane („ID”), udane („Jak umierają słonie”), ale i mniej udane (efektowny, ale przerysowany inscenizacyjnie „Makbet”).

Jego spektakle mają jednak zawsze ogromną siłę rażenia, korzystają z bogatego anturażu różnych gatunków sztuki (taniec, muzyka na żywo, wideoprojekcje, światło) i sugestywnie łączą przekaz artystyczny z jego mocną, publicystyczną częstokroć wymową.

Wszystko to zapowiada jego efektowne wejście na scenę Współczesnego – a czy równie mocne jak krok Godzilli, sprawdzimy w maju przyszłego roku.

Na sezonowy deser – uwaga: używam tego zwrotu świadomy, co dalej – przygotowano natomiast w teatrze Augustynowicz i Gawędy… „Gołą dupę”. Tak, tak, nie mylą się Państwo, taki właśnie tytuł nosić będzie przedstawienie według scenariusza i w reżyserii Magdaleny Drab (rocznik 1990) – dramatopisarki (tu m.in. Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej), reżyserki i aktorki.

Teatr zapewnia, że będzie to spektakl (scena Malarni, czerwiec 2020) „pełen muzyki i poczucia humoru”. I że jest to opowieść „siedmiu pań w różnym wieku”, na dodatek „wyzwolonych”. A że we Współczesnym nie brak znakomitych pań w wieku różnym, a niektóre z nich w Wyzwoleniu nawet grały – możemy się chyba z góry cieszyć na ten prowokacyjnie zatytułowany i utrzymany w „lekkiej, musicalowej formie” akcent na sezonu puentę.

Piszę to oczywiśie żartem, ale nie ukrywam, że cieszy mnie myśl, że spektakl o tym tytule zmusi media do całkowitego pozbycia się pruderii i rezygnacji z wykropkowywania słowa na d. W oczekiwaniu na ten moment, w tytuł tego artykułu wpisałem jednak jeszcze literkę z kropkami.

ADL

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 17-10-2019



Image
Teatr Współczesny korzysta chętnie z klasyki, by znaleźć dla niej nowy, współczesny wyraz. Tu: świetny spektakl Justyny Celedy „Fanny i Alexander” wg Bergmana. Fot. Piotr NYKOWSKI