12-07-2019 eKurier | Sport

Polityka niech się nie dotyka!

Od czasu, gdy jako jeszcze niezbyt świadomy świata oglądałem igrzyska olimpijskie w Meksyku (1968), a na nich zawody lekkoatletyczne – z poruszającym mnie do dziś finałem sztafet 4x400, w którym zabrano nam brązowy medal na rzecz Niemców z RFN – wszelkie zbliżenia polityki i sportu mocno mnie brzydzą. Nie lubię być świadkiem takich zbliżeń.

Tamten Meksyk zrodził we mnie ową niechęć wielokrotnie zresztą. Bo widziałem też, jak dwaj amerykańscy czarnoskórzy sprinterzy stali na podium i machali okręconymi wokół palca medalami, ostentacyjnie nie zwracając uwagi na hymn swego kraju.

Obóz Pokoju z ZSRR na czele wyraził dla nich zrozumienie, ponieważ protestowali w ten sposób przeciw rasowej dyskryminacji w USA. Ale pamiętam, że nasi sprawozdawcy mieli jednak kłopot z tym lekceważeniem igrzysk „w dobrej sprawie”.

Ja żadnego kłopotu nie mam. Uważam po prostu, że sport – w żadnej sprawie, dobrej czy złej, bo kto ma to ocenić – nie powinien się babrać w politykę. A polityce nie wolno wyciągać po niego łapy.

Jasne, w roku 1936 igrzysk w Berlinie być po prostu nie powinno. Hitler urządzał tam już od lat paru

...

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 12-07-2019