12-06-2019 eKurier | Kultura
LITERATURA Rozmowy z finalistkami Gryfii, Ogólnopolskiej Nagrody Literackiej dla Autorki

Chciałam zmusić do myślenia

Chciałam zmusić do myślenia
Fot. Filip SKROŃC

Rozmowa z Karoliną Bednarz nominowaną do Gryfii za reporterską książkę „Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet”

 

– Dlaczego Japonia? Jak to się zaczęło?

– W gimnazjum zupełnie przez przypadek dorwałam książkę Harukiego Murakamiego „Norwegian Wood”. Zacząłem ją podczytywać, wydała mi się tak dziwna, że aż ją kupiłam. Pierwszy rozdział zaczyna się od samobójstwa jednej z postaci i dla mnie, przyzwyczajonej do martyrologii z lektur szkolnych, był to szok. Przeczytałam kolejne książki Murakamiego, potem kilka tytułów, które dorwałam w antykwariacie – co chwilę pojawiały się w nich nazwy dzielnic czy dań, a ja uporczywie sprawdzałam to wszystko w internecie. I ciągle chciałam wiedzieć jeszcze więcej. Spędziłam chyba setki godzin, przeglądając strony na temat Japonii, podczytując Wikipedię, pytając o jakieś rzeczy na forach. Kiedy pojechałam w liceum do Anglii na kurs angielskiego, wróciłam z walizką książek o Japonii. Oszczędzałam na wszystkim, żeby je kupić. I choć do drugiej klasy liceum startowałam w olimpiadach… z chemii, nie wyobrażałam sobie, żeby studiować coś innego niż japonistykę. W trzeciej klasie odwróciłam swoje rozszerzone przedmioty o 180 stopni i postanowiłam zdawać maturę z polskiego, angielskiego i niemieckiego. Nie spotkało się to ze zrozumieniem nauczycieli. Ale byłam uparta. Kiedy udało mi się dostać na japonistkę, i to na wymarzonej uczelni, byłam przeszczęśliwa. Przez parę lat studiów moja codzienność była podporządkowana Japonii – nauce języka, pisaniu esejów, czytaniu. Ale kiedy skończyłam studia, stwierdziłam, że mam dosyć i nie chcę mieć z tym nic wspólnego. A już trzy miesiące później byłam w Japonii i robiłam pierwsze notatki.

– Pytam o początki, bo „Kwiaty w pudełku” to książka gorzka, pisana jakby przeciw pierwotnej fascynacji.

– Obraz Japonii w mediach jest w niemal stu procentach pozytywny. Jeśli pojawia się rysa na obrazie, to są to rzeczy przede wszystkim dziwne – plotki o maszynach z używanymi majtkami, o jakichś subkulturach. Chcemy wierzyć, że gdzieś tam, daleko, istnieje kraina mlekiem i miodem płynąca. Japonia to największe podróżnicze marzenie wielu z nas – kiedy już zaoszczędzimy i pojedziemy tam na te dwa tygodnie, to chcemy doświadczyć fajnych rzeczy, odpocząć, doświadczyć swoich wymarzonych wakacji. Ale zwiedzanie pięknych świątyń, chodzenie po fajnych knajpach i uśmiechy pracowników pensjonatów czy hotelu to tylko jedno z obliczy Japonii.

Znam wiele osób, które mówią, że w Japonii wszystko jest „naj” – nawet jeśli tam nigdy nie były. Marzą o przeprowadzce tam, o znalezieniu partnera czy partnerki z Japonii… Tymczasem Japonia, jak każdy kraj, ma swoje problemy. I moja książka miała być właśnie o tych problemach – stwierdziłam, że pozytywnych obrazów Japonii jest już wystarczająco dużo. Zresztą o tym, co w Japonii fajne, pisałam na swoim blogu „W krainie tajfunów”, pokazywałam to na slajdowiskach. A teraz prowadzę w Warszawie księgarnię i wydawnictwo Tajfuny, gdzie codziennie dzielę się tym, co mnie w Japonii

...

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 12-06-2019