15-05-2019 eKurier | Kurier Plus
SPACERY SZCZECIŃSKIE

Powtórki. Nocny spacer muzealny

Powtórki. Nocny spacer muzealny
Pierścień Borcków. Nikt nie odczytał inskrypcji. Fot. Grzegorz SOLECKI/Muzeum Narodowe

W sobotę wieczorem szczecinianie ruszą w miasto. Nie wszyscy, lecz na pewno wielu. Tak jest co roku, odkąd zaadaptowała się w Polsce Noc Muzeów. Tej nocy będą więc wędrować mieszkańcy wielu miast Polski i Europy. W Koszalinie wsiądą na rowery, a w muzeum w Stargardzie będą budować. Co? No właśnie. Na taką noc, jedyną w roku, na taki spacer można wybrać się rodzinnie i z przyjaciółmi. Do północy, a czasem i dłużej będą otwarte muzea i galerie. Wstęp będzie za darmo.

Paręnaście minut po godz. 17 przez centrum Szczecina przejedzie kawalkada zabytkowych pojazdów z Muzeum Techniki i Komunikacji. Około 19 wrócą do domu, gdzie będzie je można oglądać do północy. W pobliżu, przy ul. Cyfrowej 6, otworzy się Technopark Pomerania i pokaże „Cyfrozaury” – komputery z poprzedniej epoki, zaproponuje grę w „Księcia Persji” i trójwymiarowy „Blockout”. Prezydent Piotr Krzystek poprowadzi wycieczkę przez zakątki Urzędu Miasta i bunkry pod gmachem.

Program Szczecińskiej Nocy Muzeów jest bogaty. Nie da się być wszędzie i zobaczyć wszystkiego. To szczęście, bo gdyby wszyscy chętni chcieli być wszędzie, to nikt nie mógłby być nigdzie, bo nigdzie by nie wszedł. Ot, co.

Fryderyk z marmuru

W ramach powtórek i utrwalania wiedzy warto będzie zajrzeć do muzeum przy ul. Staromłyńskiej i rzucić okiem na dziedziniec z białym Fryderykiem Wielkim i większym odeń Mojżeszem. Autorem pierwszej rzeźby jest Johann Gottfried Schadow, artysta z przełomu wieków XVIII i XIX, profesor i autor kwadrygi wieńczącej Bramę Brandenburską. Pomnik Fryderyka jest wybitnym dziełem klasycyzmu. I choć sam Fryderyk narobił w Europie wiele złego, choć proporcje jego dokonań są postrzegane różnie (na pewno miał burzliwą młodość, był potem namiętnym flecistą, kartoflarzem i melioratorem), to proporcje na pomniku Schadowa ma godne podziwu.

Rzeźba stała kiedyś na Białym Placu Parad (dziś pl. Żołnierza Polskiego), ale że deszcze ją spłukiwały, została schowana do wnętrz dzisiejszego muzeum. Po 1945 r., dość mocno uszkodzona, długo zalegała w mrokach piwnic. Dopiero paręnaście lat temu została z nich wydobyta, odrestaurowana i cieszy oko bielą marmuru, rzeźbiarskim kunsztem, proporcjami sylwetki. Mojżesz, który po wojnie długo był na przymusowej kwaterze w Warszawie, też cieszy. Na odnowionym i zadaszonym dziedzińcu obaj mają dobre życie. Są m.in. najwierniejszymi, najbardziej cierpliwymi i wyrozumiałymi słuchaczami koncertów, organizowanych na muzealnym dziedzińcu.

Egreta księcia Franciszka

Na piętrze gmachu zawsze warto obejrzeć wystawę o dziejach Gryfitów. Wespół z luterańskimi władcami Saksonii i twórcami reformacji są na malowanej kopii tzw. opony Croya, wielkiego gobelinu, którego oryginał znajduje się w Greifswaldzie. Patrzą też z XVI-wiecznego drzewa genealogicznego Corneliusa Krommeny i portretów, które były kiedyś w gmachu szczecińskiej giełdy na podzamczu. Absolutnym arcydziełem jest tu niewielki rozmiarami, a wielki artystycznym kunsztem portret księcia Filipa I namalowany w 1541 r. przez Łukasza Cranacha juniora. Filip wszystko ma wypracowane: spojrzenie, rysy twarzy, futrzany kołnierz. Tylko dłonie ma dziwne, a zwłaszcza wskazujący palec prawej dłoni, nienaturalnie wychylony w prawo…

W kolejnej sali są stroje książąt. Cudem sztuki jest tu misterny, złoty, emaliowany na biało, zdobiony szlachetnymi kamieniami i perłą u dołu krzyżyk księżnej Erdmuty. Arcypiękna jest złota egreta księcia Franciszka, coś jak misterna brosza zwieńczona siedmioma piórami (powinny być w kształcie piór czaplich), zdobiona emalią, diamentami i perłą u dołu. Jest to prawdopodobnie dzieło mistrza z Holandii, z którą na przełomie wieków XVI i XVII książęta pomorscy mieli bliskie kontakty. Szczecińska egreta to jeden z kilku podobnych klejnotów w Europie. Gdy przed kilkunastoma laty wyjechała na światową wystawę jubilerską do Londynu, a potem do USA, budziła zdumienie i zachwyt. Pojechała tam raz, a my mamy ją codziennie.

Sydonia, czyli nawet Fontane nie podołał

Przy wyjściu z sali znajduje się legendarny podwójny portret Sydonii von Bork – kobiety młodej i pięknej, za którą stoi kobieta leciwa i niepiękna (delikatnie mówiąc). Ujęcie jest konwencjonalne: widzieć w nim można proroczy wizerunek przyszłości po młodości bujnej, profetyczne lustro sumienia. Kto malował ten obraz?

Sydonia to postać w dziejach Księstwa Pomorskiego tragiczna. 19 sierpnia przyszłego roku minie 400. rocznica jej ścięcia i spalenia przed szczecińską Bramą Młyńską, która stała u zbiegu ul. Tkackiej z dzisiejszym pl. Żołnierza Polskiego. W latach dziewięćdziesiątych XX wieku ktoś stawiał co roku pod oknem księgarni Zamkowa jedną czerwoną róże w rocznicę śmierci Sydonii, a drugą – przy portrecie w muzeum. Kim był ten ktoś? Dlaczego przynosił róże dla Sydonii? Czemu już tego nie robi?

30 grudnia tego roku minie 200. rocznica urodzin Theodora Fontane, wybitnego pisarza, który dzieciństwo spędził w Świnoujściu, a znany jest m.in. dzięki „Wędrówkom przez Marchię Brandenburską” i powieści „Effie Briest”. Gdy dowiedział się o Sydonii, postanowił napisać o niej powieść. Zbierając materiały, pojechał do Marianowa, gdzie Sydonia przebywała w klasztorze i skąd, już jako staruszka, została wywieziona do Szczecina na tortury, proces i ścięcie. Fontane, wielki pisarz, robił szkice do utworu, zaczął go pisać, jednak pracy zaprzestał. El-Be, który przeglądał kiedyś jego dzienniki, mówi, że znalazł w nich notatkę, w której Fontane wyznał, że nie czuje się na siłach, aby utwór dokończyć, bo temat, za który się zabrał, ma wymiary szekspirowskie i on nie zdoła napisać powieści tak jak chciałby i powinien.

Tajemnice pierścienia

Teraz jednak wróćmy do muzeum. Za ścianą sali książęcej ułożono srebra, złoto, fajanse. W gablocie przy wejściu znajduje się jeden z najbardziej tajemniczych pomorskich zabytków (przynajmniej Wu-Ef tak uważał) – złoty pierścień rodu Borcków. Na zamku w Pęzinie (to blisko Marianowa) były do 1945 r. dwa takie pierścienie. Potem zaginęły. Do Szczecina jeden z nich trafił w roku 1998. Ówczesnemu dyrektorowi, prof. Władysławowi Filipowiakowi, przywiozła go pewna dama ze Szwajcarii, której nazwiska nie chciał podać. Pierścień był jej własnością, rodowy, i ona doszła do wniosku, że skoro klejnot nie może wrócić do Pęzina, niech będzie w Szczecinie. Tak się więc stało m.in. dzięki mecenasowskiej pomocy Browaru Bosman, w którym wpływy miał już wówczas dr Tadeusz Niewodniczański, wielki kolekcjoner dawnych rękopisów i cymeliów, zbieracz map, których unikatową kolekcję podarował kilka lat później Szczecinowi.

Pierścień Borcków jest więc w Szczecinie. Znawcy datują go na przełom wieków XI i XII. Być może pochodzi z Ziemi Świętej i jest pamiątką jednej z joannickich wypraw, w których uczestniczyli także Borckowie. Może też być pamiątką zwycięskiego rycerskiego pojedynku lub znakiem władzy książęcej. Na tarczy ma symboliczny wizerunek rycerza oraz inskrypcje, których nikt dotychczas nie odczytał. W starych książkach można znaleźć legendę, że pierścienie z Pęzina to zaklęte w złoto gródki żaru z ogniska. Jest też wróżba, że gdy oba zaginą, zginie ród Borcków.

Pierścień jest na tyle ważny, że w 2011 r. znalazł się w Berlinie na epokowej wystawie „Obok. Polska i Niemcy – 1000 lat historii w sztuce”, którą przygotowała Anda Rottenberg. Na wystawie był również kolejny tajemniczy szczeciński zabytek – drewniana statuetka z wczesnego średniowiecza, o której mówi się, że jest (może być) albo słowiańskim bożkiem, albo dziecięcą zabawką. Znajduje się w Muzeum Miasta w Starym Ratuszu.

Łajka w kosmosie

Na parterze muzeum przy ul. Staromłyńskiej warto obejrzeć niewielką wystawę obrazów Katarzyny Szeszyckiej – sugestywny głos w sprawie Ziemi, klimatu, przyszłości. Szaropopielate obrazy zadymionego świata robią tym większe wrażenie, jeśli pamięta się, że Szeszycka, szczecinianka, wychowała się w Puszczy Goleniowskiej. Jej obrazy i wideoinstalacje są też w gmachu po drugiej stronie ul. Staromłyńskiej, na zaskakująco ciekawej i różnorodnej wystawie o tytule (niestety) jak z dysertacji: „Zooestetyka – zwierzęta w sztuce”. Na szczęście wystawa dysertacją nie jest, lecz również głosem w sprawie Ziemi i naszej na niej roli. Bardzo wiele mówi o tym melancholijna „Łajka” Agaty Zbylut, też szczecinianki, zapatrzona w kosmiczną nicość.

Drewniana figurka i skarb

W czasie Nocy Muzeów kilka szczecińskich galerii otworzy nowe wystawy. Można więc będzie pójść do ArtGalle przy ul. Śląskiej, Open Galery przy Końskim Kieracie, do Galerii 111 u zbiegu ulic Korsarzy i Farnej, można też będzie zajrzeć do antykwariatu Marka Wyłupka, gdzie jest przywieziony niedawno z Nowego Jorku obraz Augusta Mosta, najwybitniejszego w XIX wieku szczecińskiego malarza. Inne jego obrazy są w Starym Ratuszu, gdzie wystawione są też obrazy szczecinianina odeń młodszego, Eugena Dekkerta.

W ratuszu zawsze warto zatrzymać się przy gablocie ze skarbem szczecińskim. W tej samej sali na parterze jest wspomniana już drewniana figurka, której podobnych prawie nie ma w Europie, jest bursztynowy krzyżyk i drewniana tarcza średniowiecznego rycerza. Wiele tych zabytków znajdowano jeszcze nie tak dawno na szczecińskim podzamczu, w piwnicach ruin starych domów i w średniowiecznych latrynach. Zanim zbudowano „stare-nowe miasto”, badania prowadziła tam m.in. ekipa Eugeniusza Wilgockiego i Romana Kamińskiego. To oni znaleźli skarb szczeciński, figurkę, tarczę, krzyżyk…

Stary Ratusz to jeszcze dzieje Szczecina prawie po współczesność. Jednym z bardziej zagadkowych zabytków na pierwszym piętrze jest tablica pamiątkowa, którą niemieccy szczecinianie, a dokładniej pruscy szczecinianie, do tego luteranie, ufundowali w XVIII w. królowi Polski, katolikowi, Janowi III Sobieskiemu. Znajdowała się w kościele Mariackim. Pod koniec wieku XVIII kościół spłonął, a tablica z wąsatym obliczem Jana III jest.

Będą też niespodzianki

Noc Muzeów może więc być nocą przypomnień, odkryć i nocą spacerów. Warto będzie odwiedzić Trafostację Sztuki, muzeum przy Wałach Chrobrego (wystąpią tam m.in. artyści z Detmold, Markus Koehler i Adam Oczkowski), filharmonię, 13 Muz, Akademię Sztuki, Szkoły Top-Art, niewielkie Muzeum Szczecińskich Widokówek na Pogodnie (będzie też spacer uliczkami Pogodna), Muzeum Geologiczne, tereny huty na Stołczynie, nowe kluby i galerie. Zapowiadane są też niespodzianki, jak np. wystawa unikatowych grafik ze szczecińskiej kolekcji grafiki.

W Noc Muzeów warto będzie pójść na spacer.

Bogdan TWARDOCHLEB

Zawartość dostępna dla czytelników eKuriera
Pozostało jeszcze 80% treści

Pełna treść artykułu dostępna po zakupie
eKuriera
z dnia 15-05-2019



Image
Łukasz Cranach jr – portret Księcia Filipa I, własność Muzeum Narodowego Fot. (b.t)